Siatkówka – VNL kobiet: Podsumowanie 9. kolejki Ligi Narodów
CEV 2019

Siatkówka – VNL kobiet: Podsumowanie 9. kolejki Ligi Narodów

  • Dodał: Enwer Półtorzycki
  • Data publikacji: 09.06.2021, 10:00

Po dziewięciu seriach gier liderkami są niepokonane jak dotąd reprezentantki Stanów Zjednoczonych. Kolejne miejsca zajmują Turczynki i Brazylijki, a finałową czwórkę zamykają Holenderki. W ostatniej kolejce tylko Canarinhos straciły duże punkty, ulegając w pięciu setach Chinkom. Polki również w tie-breaku musiały uznać wyższość drużyny z Azji. Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego prowadziły z Japonkami już 2:0, aby ostatecznie przegrać 2:3. Szczegóły meczu można znaleźć TUTAJ.

 

Wynik spotkania Tajlandii z Dominikaną nie odzwierciedlał w pełni boiskowych wydarzeń. Mecz zakończył się szybką wygraną siatkarek z Ameryki Południowej, lecz gra obu drużyn nacechowana była błędami własnymi i wahaniem formy. Więcej problemów miały Tajki, które nie potrafiły znaleźć stabilizacji na dystansie całego seta. W trzecim były bliskie wygranej, ale w nim również musiały gonić wynik, a na koniec i tak popełniły niewymuszony błąd własny. Dominikanki wygrały dzięki skutecznej postawie przy siatce i czytaniu gry rywalek. Swobodnie atakowały pierwszym tempem oraz zanotowały o siedem punktowych bloków więcej. Dzięki zwycięstwu zajmują szóste miejsce ze stratą czterech „oczek” do finałowej czwórki.

 

Tajlandia – Dominikana 0:3 (16:25, 17:25, 23:25)

 

Wiele emocji dostarczył pojedynek tureckich wiceliderek z szukającą stabilizacji Rosją. Żadna z drużyny nie potrafiła zdominować przeciwnika i przełożyć skuteczności jednego seta na kolejny. Scenariusz każdej partii wyglądał podobnie. Po kilku równych wymianach przewagę uzyskiwała jedna z drużyn, po czym konsekwentnie utrzymywała ją do końca.  Widać było pełną koncentrację zwłaszcza na elementach, w jakich brakowało powtarzalności. Statystki potwierdzają, że Turczynki były skuteczniejsze w ofensywie o dziesięć ataków. Dołożyły do tego o pięć bloków i cztery asy serwisowe więcej niż rywalki. Te z kolei zniwelowały przewagę na siatce skuteczniejszym przyjęciem zagrywki oraz mniejszą ilością błędów własnych. Nie musiały ryzykować z piłek sytuacyjnych, czym straciły jedenaście „oczek” mniej. Podział punktów, nie wpłynął znacząco na sytuację obu drużyn w tabeli.

 

Turcja – Rosja 3:2 (25:22, 22:25, 25:18, 18:25, 15:7)

 

Z dobrej strony pokazały się ponownie Holenderki, które tym razem mierzyły się z Kanadyjkami. Pomarańczowe od początku spotkania kontrolowały wydarzenia na boisku. Mimo tego, że rywalki doprowadzały do remisu, to nie traciły koncentracji. Grały swoją siatkówkę opartą na wypracowanych schematach. Przewaga przy siatce przełożyła się nie tylko na ataki, ale również punktowy blok. Tym elementem zdobyły dwanaście punktów przy czterech Kanadyjek. Siatkarki z Kraju Klonowego Liścia traciły punkty w jednym ustawieniu, co momentalnie trwoniło efekty ich pogoni. Najskuteczniejszą zawodniczką spotkania została holenderska przyjmująca Anne Bujis z dorobkiem piętnastu punktów.

 

Kanada – Holandia 0:3 (19:25, 12:25, 21:25)

 

Do niespodzianki doszło w rywalizacji Chinek z Brazylijkami. Siatkarki z Ameryki Południowej były faworytkami nie tylko na „papierze”, ale również na bazie dotychczasowych spotkań. Pierwszy set potwierdził tę prawidłowość. Podopieczne trenera Ze Roberto spisywały się skutecznie w ataku. Pewnie kończyły pierwsze akcje i wspierały je kontratakami. W czwartej odsłonie jeszcze bardziej dokręciły śrubę. Od początku seta prowadziły 7:1 i z każdą kolejną piłką powiększały przewagę. Musiały doprowadzić do tie-breaka, ponieważ dwie poprzednie partie niespodziewanie wygrały Chinki. Jak się później okazało wygrały, nie tylko drugą i trzecią odsłonę, ale również cały mecz. Zniwelowały do minimum ilość błędów własnych, oddając Canarinhos w pięciu setach tylko dziewięć „oczek”. Poza tym ofensywę opierały na efektywności Zhang Changning, która zanotowała trzydzieści sześć punktów. W tym spotkaniu chińska przyjmująca pokazała swój potencjał, ale dała też odpowiedź kolejnym rywalom, jak zatrzymanie jej blokiem może wpłynąć na losy meczu.

 

Chiny – Brazylia 3:2 (18:25, 25:22, 25:20, 14:25, 15:12)

 

Koreanki nie poszły w ślady Chinek, co więcej nie pokusiły się o wygranie choćby jednego seta w swoim wtorkowym pojedynku. To Niemki kontrolowały spotkanie od pierwszej do ostatniej piłki. Co prawda nie unikały przestojów w jednym ustawieniu, lecz nadrabiały je szybkim blokiem, efektywnością ataku oraz mocną i kierunkową zagrywką. Nie grały perfekcyjnie, lecz na tyle powtarzalnie, aby uzyskiwać przewagę w końcówkach setów. Mimo kompletu punktów siatkarki zza naszej zachodniej granicy plasują się w drugiej połowie tabeli o jeden punkt za Biało-Czerwonymi.

 

Niemcy – Korea Płd. 3:0 (25:12, 25:21, 25:22)

 

Przed meczem Belgijek z Serbkami uważano, że będzie to długie i wyrównane spotkanie zespołów o podobnych potencjałach. Tak też się stało. Obie reprezentacje nie potrafiły na dystansie całego meczu wypracować takiej przewagi, która pozwoliłaby im spokojnie prowadzić grę oraz zbudować kapitał i pewność siebie na kolejne odsłony. Walczyły o każdą piłkę w każdej akcji, szybko niwelując luki przez korektę ustawienia, zmianę formy serwisu lub zawodniczki na pozycji. Statystyki potwierdziły podobną ilość wykonanych ataków oraz identyczną liczbą bloków i punktów zdobytych po błędach. O różnicach decydowała współpraca na linii obrona-atak oraz indywidulana forma ofensyw. Na dwadzieścia osiem „oczek” Britt Herbots i dziewiętnaście Silke Van Avermaet, Serbki odpowiedziały dziewiętnastoma Sary Carić i szesnastoma Katariny Lazović. Te różnice sprawiły, że to Belgijki przychyliły szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

 

Belgia – Serbia 3:2 (23:25, 26:24, 25:21, 23:25, 15:10)

 

W ostatnim pojedynku tej serii gier liderki ze Stanów Zjednoczonych mierzyły się z gospodyniami zawodów. Włoszki w odmłodzonym składzie zdołały wygrać dwa spotkania, a z każdym kolejnym meczem nabierają pewności siebie. Widać było to w trzecim secie pojedynku z Amerykankami. Nie pozwoliły wówczas rywalkom zdobyć przewagi punktowej, a same wzmocniły zagrywkę i zmuszały przeciwniczki do błędów. W pozostałych partiach to faworytki dyktowały warunki gry. Pojedyncze błędy od razu naprawiały blokiem. Dokładały do tego kierunkowe zagrywki oraz skuteczność ze wszystkich stref ataku. Komplet punktów przybliżył je finałowej czwórki.

 

Włochy – USA 1:3 (18:25, 21:25, 25:20, 16:25)